:: http://www.metalzine.pl | 8/10 | 17 czerwca 2012 | Dodane przez Atrej

 

Wieluńska formacja Hellspawn to po raz kolejny zupełnie mi dotąd nieznany twór, którym wszyscy wokół się podniecają i ładują w majty na samo wspomnienie ich nazwy. Wiadomo, przeciętny polski słuchacz niewiele potrzebuje do szczęścia. Wystarczy, by w nazwie kapeli lub w tytule płyty był jakiś diabeł, piekło, albo stara wiedźma, a muzyka to sypanie kartofli i praca przy betoniarce, a już mamy dzieło wiekopomne. Sądziłem, że podobnie będzie i tym razem. Nie jest!

Hellspawn wysmażył drugi już długogrający krążek, na którym zawarł wszystko to, co ja osobiście w death metalu lubię najbardziej, czyli szybkość, ale nie bez opamiętania, głęboki growl, bez wkurzającego wrzasku zarzynanej świni i kapitalne, chwytliwe riffy. Tak tak, niektóre patenty tak się wkręcają, że nie sposób się od nich opędzić. W riffach właśnie i zawartych w nich... melodiach (?) słychać ewidentnie i bardzo wyraźnie fascynacje Morbid Angel oraz Hate Eternal, a w początkowej części numeru tytułowego dostaliśmy prawie rip-off Nile – świetny patent i najbrutalniejszy chyba moment gardłowy pod Sandersa.

Płyta jest krótka, ale tak intensywna, że po dwóch obrotach pod rząd można się zmęczyć, ale w pozytywnym znaczeniu. Krążek przelatuje jak rakieta, gładko i prosto, mimo, że kompozycje wcale takie proste nie są. Może chwilami zbyt monotonne, bo aż się prosi by tu czy tam fajnie zwolnić i przejechać walcem, ale i tak jest kapitalnie. Podejrzewam, że gdyby taki materiał nagrał Morbid Angel, z całego świata wyruszyłyby pielgrzymki do Ziemi Świętej składać dziękczynne dary. Może ktoś powinien nowy krążek Hellspawn przesłać Treyowi, żeby przypomniał sobie jak to drzewiej bywało i czym death metal jest. Odechce się dyskotek.

Wracając jednak do meritum, to oprócz tego, że płyta obfituje w świetne kawałki, to jeszcze ubrana jest w doskonałe brzmienie. Z jednej strony surowe, trochę staroszkolne, a z drugiej tak współcześnie klarowne i precyzyjnie zaznaczające obecność każdego ważnego elementu. O okładce również warto wspomnieć, bo zachwytów też trochę się naczytałem. Obraz odstaje mocno od typowych, polskich i światowych produkcji, wyłamując się z utartych schematów i może to również jest znak, że Hellspawn wcale nie chce przynależeć do przeludnionej, śmierdzącej już potem i ciasnej, polskiej sceny death metalowej, w której nie ma miejsca dla odszczepieńców. Może trzeba poszukać dla siebie miejsca z dala od tego bagna. Nie zdziwiłbym się, gdyby sztuka ta się Hellspawn udała.